Piątkowy wieczór. Wszyscy Twoi znajomi gdzieś imprezują. Ty też dostałeś z trzy propozycje (nie więcej, żeby nie wyszło potem, że to jakieś fałszywe uspołecznianie się na siłę).
Ale nie, zostajesz w domu. Twierdzisz, że pouczysz się trochę, bo przecież cały planner na przyszły tydzień cały zawalony sprawdzianami powtórkowymi przed maturą.
Ale kochani, jest piątek. Cokolwiek by się nie działo, w piątek zawsze ma się poczucie jakiegoś rodzaju ubezwłasnowolnienia szkolnego. Mnie na przykład cały dzień chce się spać, a moje zmęczenie przejawia się na różne sposoby: śpiewam, tańczę, noszę Julię na barana w szkole i ciągnę Jagodę po podłodze - te wymienione są bardzo energiczne, prawda?
Nie jestem tu po to by narzekać. Chcę Was trochę motywować, skłaniać do przemyśleń i interpretacji moich słów. Chcę, żebyście czytając moje wywody, mówili sobie, że znacie je z autopsji.
Dzisiaj pogadanka, będąca zarazem odpowiedzią na pytanie "
Co dalej Szymon?".
Jak to napisał gdzieś pewien ktoś, a dokładnie Franco Scaglia: "
Strach przed przyszłością czasami decyduje o naszej teraźniejszości." I niby jest to proste, znane przez wszystkich.
Ale zastanówmy się nad tym troszeczkę głębiej. Od kilku miesięcy jestem maltretowany przez najbliższych (ale nie tylko) pytaniami związanymi z kierunkiem studiów, z moimi planami na przyszłość. Kochani! Nie wiem.
A wiecie co jest w tym najgorsze? Że źle się z tym czuję. I to nie wynika z braku mojego przekonania co do tego całego studiowania. Boli mnie nacisk otoczenia na ekspresowe podjęcie przeze mnie decyzji. I to dlatego głównie boimy się przyszłości. Przypuszczam, a zarazem chcę mieć pewność, że macie świadomość o swoim potencjale. Ja nikomu z Was go nie odbieram i chcę, żebyście trwali w tym świecie z ogromem siły w sobie.
No ale niestety, wspomniana przeze mnie, wywierana przez innych presja często skłania nas do stanu, w którym się gubimy. Jeżeli masz pomysł, jak odnaleźć siebie w swojej niepewności, z którą się oswoiłeś, bo to przecież normalne, że nie od razu musisz wszystko o sobie wiedzieć - proszę powiedz mi jak to robisz.
I nie chodzi mi tutaj tylko o jakieś ważne wybory, typu kierunek studiów, bo to swoją drogą jest temat na osobnego posta.
Chciałbym, żebyś wytłumaczył mi jak w codziennym poznawaniu swojej osoby nie zwracać uwagi na niby troskliwe teksty wypowiadane przez najbliższych, bo ja sobie z tym naprawdę nie radzę i bardzo mnie to demotywuje.
A jeśli bardzo boisz się przyszłości, co uważam za normalne, to mam dla Ciebie małą radę:
na razie skup się na tym co jest teraz. Teraźniejszość to fundament, który pod sobą zalewasz betonem. Fundamentem nie jest przeszłość, tylko
teraźniejszość. Przecież wiesz - żeby postawić dom musisz mieć do tego fundament. Pracuj teraz na to, żeby kiedyś ściany mogły mocno i solidnie stać na dobrym podłożu. Co więcej - próbuj i sprawdzaj. Tylko dzięki porządnej kontroli masz wgląd na to, jak wszystko będzie kiedyś wyglądało.
A więc co dalej, Szymon? Przyszłość to dziś.
A na koniec cytat, który może w jakimś sensie pasować do ostatniego akapitu, ale niekoniecznie:
"Zawsze wolałem szaleńczą namiętność od rozsądnej obojętności"
Anatole France