8 lut 2018

Oni się mylą, oni nic o Tobie nie wiedzą. Pokaż im kto ma rację, zacznij to robić już dziś!

Zacznijmy taktować się poważnie, zwracajmy się do siebie bezpośrednio z  problemami,
nie rozwiązujmy ich pochlebnie, 
z dala od źródła ich pochodzenia. Konflikty rozwiązuje się od A do Z - proszę, nie zapominajcie nigdy 
o tym "A". 
Często doszukujemy się dziury 
w całym, zwalamy wszystko na skutki, a zapominamy o powodach oraz o tym, że sami możemy być czegoś przyczyną, 
a przecież nic się bez niej nie dzieje. Czas powiedzieć stop kłamstwom i pozorowanym prawdom. Czas spojrzeć sobie w oczy, nie doszukiwać się problemu wszędzie. Wiem, że my, Polacy,
mamy to do siebie, że lubimy narzekać, taki już charakter narodu. Każdy z nas jednak może być autonomiczną jednostką, która żyje na swoich zasadach i mocno się ich trzyma. 
Upewnij się dzisiaj, proszę, w przekonaniu, że to Ty jesteś panem swojego jedynego życia, tych kilkudziesięciu lat. 
Zacznij rozdawać swoje karty, zacznij mówić o tym co lub kto 
Ci nie pasuje, zacznij zmieniać swoje przyzwyczajenia, 
bo prawda jest taka, że całego świata nie zmienisz, ale ten swój mały możesz. Rusz głowę, rusz dupę - pomyśl, wstań i idź!


" [...] życie to szalona, cudowna podróż. Panuje w nim chaos,
później przychodzi spokój, a potem wszystko zaczyna się od nowa.
Sekret polega na tym, żeby cieszyć się tą przejażdżką.
Każdą jej chwilą."
- Regina Brett ("Bóg nigdy nie mruga")

30 sty 2018

it's not about ideas... it's about making ideas HAPPEN

    Nie ma na świecie tyle taśmy, by zakleić Twoje usta i nie ma człowieka, który mógłby zablokować spełnianie Twoich potrzeb.   Człowiek pod względami fizycznymi przez cały rok praktycznie funkcjonuje tak samo, można ewentualnie zwrócić uwagę na syntezowanie witaminy D, zmiany w odporności związane
z warunkami atmosferycznymi.
Fakt, że przez zimowo-jesienną aurę zmienia się również nasz nastrój, ale mimo wszystko zawsze pozostajemy tymi samymi ludźmi.
Niemniej jednak dla każdego przychodzi okres zmęczenia, braku motywacji czy nawet dewiacji, polemiki z samym sobą. Niestety najczęściej dzieje się to teraz, zimą a dla wielu coraz częściej w okresie noworocznym. Dlaczego?
Na ten stan nie ma sprecyzowanej i objaśnionej zależności, bo każdy z nas jest autonomiczną jednostką. 
Często chociaż chcielibyśmy zaznać słońca, odczuwamy je tylko na pustyni uczuć. Nie potrafimy stwierdzić, jaki jest powód tego,
że mimo szczerych chęci nie możemy ruszyć do przodu. Czy są to nasze obawy? Posiadamy bariery? Szczerze mówiąc sam nie potrafię odpowiedzieć Wam na to pytanie, nie mam w tym doświadczenia. Mogę jedynie powiedzieć, że kiedy nastąpi jakiś koniec, zmiana wątku - wtedy stracimy wszystko, czyli to na co pracowaliśmy, ale też to co było w naszych zamiarach. Nie możemy oddawać naszych pragnień obcym kursom, nawet jeśli są to nasze wewnętrzne rozterki - musimy ściśle trzymać się świadomości, że wszystko podlega ciągłej rotacji i kiedyś przyjdzie odpowiedni czas na wyciągnięcie z orbity naszych zamiarów i na ich pełne realizowanie w codziennym życiu.
Pamiętaj, że opierając się na cierpliwości i wierze w swój masowy potencjał możesz stale pielęgnować to, co siedzi w Twojej głowie. Pamiętaj, żeby zamiast pracowicie poszukiwać problemu w samym sobie musisz zacząć tak samo pracowicie działać na innych płaszczyznach.
Na takich, które spowodują, że dzięki samorealizacji problemy rozwiążą się same.
I nie zwracaj uwagi na to, że ktoś nie znosi Twojego szczęścia lub Ci jego zazdrości.
Wszyscy żyjemy w tym samym celu, wszyscy zostaliśmy stworzeni do reprodukcji, a w populacji utrzymują się tylko najsilniejsze osobniki. Nie musisz pokazywać tego poprzez cwaniactwo, pokazuj to poprzez spryt i intelekt, poprzez wiarę w siebie, ale dla siebie, nie dla świata.
Najważniejsza jest świadomość, że zawsze lepiej wejść komuś w drogę, niż w dupę. 

      Nie ma takiej taśmy, liny, wysokości czy osoby, która Cię zatrzyma. Zastopować siebie i swoje pragnienia możesz sam, ale po co? Można Cię nie lubić, ale po co? Wstań, idź i działaj. Nie patrz więcej na to, czego Ci brakuje, bo to normalne, ja też chciałbym więcej kilogramów, prostych zębów, więcej sprytu i asertywności. Chciałbym wykorzystywać swój potencjał na co dzień. Ale może na to przyjdzie czas? Może nie jestem na to gotowy? Może Ty też nie jesteś? Be patient. 

28 sty 2018

Czytaj mnie jak MENU swobodnie.


Często nie zważamy na swoje czyny, ich późniejsze konsekwencje. Często staramy się być w porządku dla każdego, tylko nie dla siebie. Wiele razy podejmujemy się zadań, przez których realizację jesteśmy później rozczarowani. Z roku na rok droga pod naszymi nogami wydaje się taka sama, tylko otoczenie się zmienia. Warto jednak skupić się na tym, żeby wciąż dążyć tą samą drogą na sam szczyt. Niemożliwe byłoby robić to wiecznie z tymi samymi ludźmi, bo oni zmieniają się w naszym życiu, ale trzeba pamiętać o tych, którzy nie raz podawali nam rękę, mówili "wstawaj stary" i szli z nami chociaż przez moment.
Najważniejsze jednak jest to, żebyśmy zawsze wierzyli w swoje prawdziwe "ja".
Pamiętajcie, żeby działać, dawać i otrzymywać. Naturalna rotacja czynów jeszcze nigdy nie przyniosła negatywnych rezultatów. Ważne też, żeby nie skupiać się na tym co nam nie wychodzi i na osobnikach, które do tego dążą. A wiecie czemu? Bo przeszkody są nam cholernie potrzebne, hartują nas, pokazują nam, gdzie jest nasze miejsce, a gdzie nasza świadomość i wiara we własne możliwości.
Zapamiętaj dzisiaj, żeby wiedzieć kim dla siebie jesteś, co chcesz się osiągnąć, dokąd i z kim zmierzać. Nas wszystkich łączy wiele zdarzeń, wiele przegranych pozycji od samego początku, wiele załamań. Niemniej jednak trzeba pamiętać o tym, że to wyobraźnia nigdy nie daje nam spać. Sukces tkwi w tym, co zrobisz z Twoimi zamiarami, celami i chęciami. Nadzieja na lepsze jutro jest w samym środku Twojego wnętrza. Ja w siebie wierzę i idę dalej. A Ty?



Nie wolno ci się bać, wszystko ma swój czas, ty jesteś początkiem do każdego celu.

19 sty 2018

sometimes I think that I shouldn't think too much - blogowy freestyle czas start

Co jest we mnie najgorszego? Co najlepszego? A co tkwi w Tobie?
Zbyt często pytania z różnych stron wydają nam się zbyt bezpośrednie, nietrafione, ale mimo wszystko są bardzo ważne. Żyjemy w czasach, kiedy trzeba rozmawiać, bezpośrednio, tak face to face. Musimy walczyć z erą smartfonów, wstydliwości, braku zaufania i przede wszystkim braku odwagi. Tego ostatniego brakuje nam wszystkim.

Dużo zastanawiam się ostatnio nad tym, ile mam za sobą niewykorzystanych szans, ile razy nie potrafiłem się sprzedać. W życiu trzeba znaleźć pomysł na siebie, mieć kupę siły i odwagi, i śmiało iść naprzód, nie patrzeć na przeszkody. Polemika ze samym sobą polega na tym, że wiem, że mogę i potrafię, ale brakuje mi pewności siebie i odwagi. Niemniej jednak staram się z tym walczyć właśnie zachęcając innych do aktywnego działania i pracy nad samym sobą. Nie popadając w skrajność, mówię sobie co jest dobre i przydatne. Ale czy ja to wykorzystuję i stosuję?

Z tego co wiem, to 2018 dla każdego zaczął się dość nietypowo, melancholijnie i z jakąś obawą. Kochani, szczerze Wam powiem, że ja bardzo potrzebowałem tego nostalgicznego wyciszenia w środku, poukładania wielu spraw, zadania sobie wielu pytań. Dzięki temu ciężkiemu okresowi zdałem sobie sprawę z tego jakie są moje słabe strony, a jakie mam dobre. Wniosek jest jeden: czas pracować nie tylko nad tym, co chciałbym zmienić, ale też nad tym co wydaje mi się bez znaczenia i nic nie wnosi do mojego życia. Mamy jeszcze zimę, ale już najwyższy czas obudzić się z tej hibernacji, żeby do wiosny być atrakcyjnym, pewnym siebie i wierzącym w swoje możliwości człowiekiem.
Mała rada! Zadawajcie pytania, sami sobie - nie musicie robić tego przed lustrem, ja raz próbowałem i czułem się jak palant!
19 stycznia to dzień, kiedy ja, zwykły Szymek, radzi Ci wziąć się za siebie, za wiarę w swoje możliwości. A wiesz kiedy masz zacząć? Już teraz. Wstań, zrób trzy przysiady - to już będzie coś, taki mały motorek, który już Cię napędzi. Jesteśmy ludźmi, w aktywnym czasie szukajmy chwili wyciszenia, chociażby w małych rzeczach, które na pierwszy rzut oka nie dają nam szczęścia. Potem stopniowo odkrywajmy je w otoczeniu, w miejscach, budynkach, muzyce. Najważniejsze jednak, żeby odnaleźć je w ludziach, którzy zawsze coś chcą nam dać. Przyjmujmy od nich wszystko, z ogromnym dystansem i do tych dobrych, i złych cech. Bądźmy szczęśliwi, bądźmy dla siebie otwarci. Może czasem trochę natarczywi, ale pokażmy wartościowym osobom, że są nam potrzebni.

Z racji tego, że to pierwszy post w tym roku życzę nielicznemu gronu czytelników, abyście realizowali się we wszystkim, co robicie, żebyście się po prostu rozwijali, z każdym dniem i każdą rozmową. Żebyście nawiązali ze samym sobą taki sojusz, który będzie przynosił Wam radość z rozmowy z drugą osobą. Życzę Wam też odkrycia w Waszych wnętrzach czegoś, co będzie Wam dawało codziennie rano kopniaka. Wiecie co najlepiej odkryć? Nieustającą ciekawość do świata, chęć do działania, robinia rzeczy szalonych, robienia czegoś po raz pierwszy i zamienienia rutyny w przygodę, koloryzowanie jej na wszystkie sposoby różnymi zachowaniami i z różnymi, nowymi i tymi już poznanymi wcześniej ludźmi.

Do usłyszenia,
Szymek

17 lut 2017

All about, about all - co dalej? (and nothing)

Piątkowy wieczór. Wszyscy Twoi znajomi gdzieś imprezują. Ty też dostałeś z trzy propozycje (nie więcej, żeby nie wyszło potem, że to jakieś fałszywe uspołecznianie się na siłę).
Ale nie, zostajesz w domu. Twierdzisz, że pouczysz się trochę, bo przecież cały planner na przyszły tydzień cały zawalony sprawdzianami powtórkowymi przed maturą.
Ale kochani, jest piątek. Cokolwiek by się nie działo, w piątek zawsze ma się poczucie jakiegoś rodzaju ubezwłasnowolnienia szkolnego. Mnie na przykład cały dzień chce się spać, a moje zmęczenie przejawia się na różne sposoby: śpiewam, tańczę, noszę Julię na barana w szkole i ciągnę Jagodę po podłodze - te wymienione są bardzo energiczne, prawda?
Nie jestem tu po to by narzekać. Chcę Was trochę motywować, skłaniać do przemyśleń i interpretacji moich słów. Chcę, żebyście czytając moje wywody, mówili sobie, że znacie je z autopsji.
Dzisiaj pogadanka, będąca zarazem odpowiedzią na pytanie "Co dalej Szymon?".

Jak to napisał gdzieś pewien ktoś, a dokładnie Franco Scaglia: "Strach przed przyszłością czasami decyduje o naszej teraźniejszości." I niby jest to proste, znane przez wszystkich.
Ale zastanówmy się nad tym troszeczkę głębiej. Od kilku miesięcy jestem maltretowany przez najbliższych (ale nie tylko) pytaniami związanymi z kierunkiem studiów, z moimi planami na przyszłość. Kochani! Nie wiem.
A wiecie co jest w tym najgorsze? Że źle się z tym czuję. I to nie wynika z braku mojego przekonania co do tego całego studiowania. Boli mnie nacisk otoczenia na ekspresowe podjęcie przeze mnie decyzji. I to dlatego głównie boimy się przyszłości. Przypuszczam, a zarazem chcę mieć pewność, że macie świadomość o swoim potencjale. Ja nikomu z Was go nie odbieram i chcę, żebyście trwali w tym świecie z ogromem siły w sobie.
No ale niestety, wspomniana przeze mnie, wywierana przez innych presja często skłania nas do stanu, w którym się gubimy. Jeżeli masz pomysł, jak odnaleźć siebie w swojej niepewności, z którą się oswoiłeś, bo to przecież normalne, że nie od razu musisz wszystko o sobie wiedzieć - proszę powiedz mi jak to robisz.
I nie chodzi mi tutaj tylko o jakieś ważne wybory, typu kierunek studiów, bo to swoją drogą jest temat na osobnego posta.
Chciałbym, żebyś wytłumaczył mi jak w codziennym poznawaniu swojej osoby nie zwracać uwagi na niby troskliwe teksty wypowiadane przez najbliższych, bo ja sobie z tym naprawdę nie radzę i bardzo mnie to demotywuje.

A jeśli bardzo boisz się przyszłości, co uważam za normalne, to mam dla Ciebie małą radę:
na razie skup się na tym co jest teraz. Teraźniejszość to fundament, który pod sobą zalewasz betonem. Fundamentem nie jest przeszłość, tylko teraźniejszość. Przecież wiesz - żeby postawić dom musisz mieć do tego fundament. Pracuj teraz na to, żeby kiedyś ściany mogły mocno i solidnie stać na dobrym podłożu. Co więcej - próbuj i sprawdzaj. Tylko dzięki porządnej kontroli masz wgląd na to, jak wszystko będzie kiedyś wyglądało.
A więc co dalej, Szymon? Przyszłość to dziś.

A na koniec cytat, który może w jakimś sensie pasować do ostatniego akapitu, ale niekoniecznie:


"Zawsze wolałem szaleńczą namiętność od rozsądnej obojętności" 
Anatole France

9 lis 2016

HELLO FROM BEHIND THE SCREEN AGAIN - 1. Próbujmy

Miałeś tak kiedyś, że nic Ci się nie chciało? Totalny brak motywacji, żeby zrobić cokolwiek pożytecznego, służącego wyższym ideom. Do któregoś roku życia, jesteśmy dopiero na jego starcie. Ale co później? Wszystko nam umyka i powtarzamy w kółko "życie przeleciało mi przez palce". Więc kiedy kończy się etap dojrzewania, a zaczyna dorosłe życie? Nie ma takich podziałów, przynajmniej według mnie.

Czy będąc kiedyś na bałtyckiej plaży albo gdziekolwiek indziej, nad brudnym i pełnym zakwitających sinic jeziorem łapałeś w garść piach? Ściskałeś go mocno w dłoniach czy to przy budowaniu sand castl'a, czy podczas głębokich przemyśleń w świetle prażącego słońca?
Zdarzyło Ci się tak kiedyś? Mnie tak.
Wiedziałem, że jak trochę zluzuję mięśnie dłoni, część piasku po prostu wysypie się z niej. Nie mniej jednak nie miałem siły, żeby ściskać go dłużej niż 2-3 minuty. Zaczęła boleć mnie ręka.
Tak samo jest z życiem, czasem wszystko pęka i jesteś emocjonalną roślinką. I niby wystarczy znaleźć jakąś receptę, dzięki której wszystko będzie hierarchicznie w nas upakowane: emocje, czyny, altruizm, motywacja. Co może być lekarstwem na ten wewnętrzny spokój?
W dzisiejszych czasach, pełnych technologicznych nowinek wszystko jest dla nas krótkotrwałe, przynosi satysfakcję na moment. Ludzie też nam się nudzą. Dążymy do tego, aby było nam z kimś dobrze, w czasie, kiedy powinniśmy puścić kogoś wolno, wystawić go na próbę i sprawdzić czy wróci do nas jak bumerang. Jeśli dana osoba będzie przy nas niezależnie od tego co i w jaki sposób robimy, jacy jesteśmy - to tak, jest ona naszym lekarstwem.
Ale co jeśli mam wrażenie, że jestem tonącym statkiem parowym idącym na dno? Brakuje mi węgla, którego dołożono by do pieca, abym mógł pokonywać kolejne mile morskie na moim kursie ku wyspom arkadii. Brakuje mi węgla w postaci osób, czynów, chęci i okazanej mi miłości. Jest tak czasem, że otacza nas wielu wspaniałych, inteligentnych, czasem zabawnych osób, które i tak nie potrafią dać nam tego, czego szukamy. Pytanie: są małokalorycznym węglem czy moje wnętrze jest nietolerującym, egoistycznym piecem, który przyjmuje wszystko po kolei, spala to, ale to i tak nie daje mu tego energii i ciepła?

Ciągle szukam. Szukam motywacji, bliskości drugiej osoby, tolerancji wobec mojego światopoglądu.
Cały czas mi czegoś mało, jestem znudzony, ale zarazem się boję. Czego? Mojego nieprzygotowania. Ale kiedy patrzę na to z drugiej strony, m.in. obserwując drogę do Białego Domu 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych to zauważam, że czasem spontaniczność i jakiś rodzaj nietuzinkowości przynosi skuteczne rezultaty. Co oznacza, że nie warto się zbyt przygotowywać do życia, tylko je po prostu przeżyć, po swojemu. Nie zwracajmy uwagi na to czy jesteśmy już dorośli, czy coś możemy a czegoś nam zrobić nie wypada. Niech życie po prostu będzie życiem, ludzie ludźmi. Niech wszystko nadal przemija tak jak przemijało. Nie biegnijmy za kimś lub za czymś. Zatrzymajmy się na chwilę i zastanówmy się co może dać nam szczęście a na pewno nie będzie to nadmierne przemyślanie na temat naszej dojrzałości. Tego nie zdobywa się od tak, trzeba doświadczenia - nie czasu. Bo ten sk*rwiel jest niestety ograniczony.
Nie żałujmy podjętych prób, zrobienia na starcie czegoś co nam nie odpowiada. Patrzmy na wyniki, z tego wyciągajmy wnioski.  Lepiej stać na mecie i obserwować bieg dalszych wydarzeń: kto zdobędzie srebro? kto zdobędzie brąz? Ooo! To może być mój prawdziwy rywal w następnym wyścigu. Ale zaraz... Po co mam biec? Przecież już raz wygrałem, mam to co chciałem! Halo! Miałem się zatrzymać! I właśnie tutaj pojawia się problem. Czego ja w życiu szukam? Czego szukasz Ty, czytelniku?
Może to proste - ale rób nie tylko rzeczy stosowne, działaj też tak, żeby nic Ci jak piach przez palce nie przeleciało.